Partyzanci
Partyzanci
Partyzanci Partyzanci
 

 



Odwiedzin w bieżącym roku:2453
Odwiedziło nas łącznie:50136
Dzisiejsze odsłony strony:362
Impressions total:136372
 
Głos Szczeciński 11-12.08.2001 PDF Drukuj Email

„Walczę o życie, a on myśli, że mu do zdjęć pozuję"

Dziewięć i pół motoru

    W Lipianach przed trzema laty wybuchła epidemia. Gru­pa mężczyzn zaraziła się miłością do powojen­nych, wojskowych, rosyjskich mo­tocykli z koszami. I choć jeden dzień jazdy takim motorem kosz­tuje tydzień naprawy, nic nie jest już w stanie odciągnąć ich od tej pasji.

Bogdan Pakuła - najlepszy jeździec na świecie -jak mówi Emil. - Przechwala mnie - odpowiada Bob. FOT ANDRZEJ SZKOCKI

    To faceci od sześciu do sześćdziesięciu lat. Na początku mieli trzy motory, teraz - jak mówią - dziewięć i pół, bo jeden jest bez ko­sza. Prezesem jest najmłodszy - Dawid, syn Boba. Dawid śmieje się, zjeżdżając w koszu motoru z góry, podczas gdy jego starsi kole­dzy wyskakują w biegu ze strachu.  - Szanujemy go za odwagę - mó­wi najstarszy z grupy, Emil, który swoją pasją zaraził syna Bogdana i dwóch nastoletnich wnuków: De­nisa i Damiana. Oprócz nich do nieformalnej grupy z Lipian nale­ży Robert, Andrzej, Mały, Julek, Muniek i Sławek - dusza towarzy­stwa. Dwóch innych panów jesz­cze nie ma własnych motorów, na razie pomagająca naprawach. 

Emil Soliński albo wędkuje, albo naprawia swoje maszyny. Przyznaje, że sprawia mu to ogromną radość.    Fot. ANDRZEJ SZKOCKI

 

  Grupa motocyklistów najbar­dziej widowiskowo wygląda na zlotach i paradach. Ubierają się w wojskowe moro, przyczepiają do motorów karabiny maszynowe.

    - Mam takiego rosyjsko-niemiec­kiego składaka - mówi Bob. - Tojest właściwie trzydzieści procent karabinu, jest zupełnie bezpieczny.

    - Niedawno wędkarze dali nam znać, że coś jest w szambie, kolo Żabowa - zdradza Emil. - Wycią­gnęliśmy z synem niemiecki kara­bin maszynowy MG 42.

    W czerwcu pokazali się na zlocie militarnych pojazdów w Darłowie. Mieli tam mały konflikt z ochroną.

  - Ulokowali nas na niskim tere­nie, wśród kempingów. Przeszka­dzaliśmy ludziom, wszystko chla­paliśmy, wyjeżdżając z błota - żalisię Bob i Emil. Lepiej wspominają Polanowo, gdzie byli na początku lipca. Zjechało się tam ponad pół­tora tysiąca motorów.

    - Zgarnęliśmy wyróżnienie i pu­chary za piękną jazdę i popisy, bo mamy co pokazać! - opowiadają z dumą. - Jeździliśmy przez muldy, w wielkim kurzu, przez błoto. Na dwóch kolach i na jednym. Robili­śmy to z wielkim poświęceniem, tak że nikt nie odważył się w tym czasie wjechać na plac. Tylko w pi­ciu piwa przegraliśmy, bo nie pije­my. Ale i tak wszyscy byli zachwy­ceni, daliśmy czadu i zaczęli się nami interesować.

    Wywiady, zdjęcia - przez ostat­ni miesiąc stały się dla nich po­wszechne. Ze śmiechem wspomi­nają, jak pewnemu fotoreportero­wi zależało na dobrych zdjęciach. Bogdan z takim poświęceniem po­kazywał sztuczki na swoim moto­rze, że stracił nad nim panowanie. Fotoreporter był wniebowzięty, a Bogdan się zdenerwował: „Wal­czyłem o życie, a on cały czas my­ślał, że mu do gazety pozuję!"

    Emil jest na rencie, jego drugą, po motorach, pasją jest wędkowa­nie. Codziennie wypływa na ryby. Jego żona też kiedyś jeździła moto­rem, teray sie boi. W garażu Emil ma mały warsztat: tokarka, spa­warka, sprężarka. Godzinami re­peruje tam swoje maszyny. Kolo domu ma szopę, z której chce zro­bić magazyn na motocykle, a ma ich już... piętnaście.

   - To jest K 750 z 1952 roku, czyli pospolicie „Kaśka", ma wsteczny bieg, napęd na kosz. To Derad 06, to Gazela z 1956 roku. Wykona­nie jest rosyjskie, a konstrukcja BMW - wyjaśnia Emil. - Kupuje­my je na giełdzie w Łodzi lub Wro­cławiu za około dwa i pół tysiąca złotych, po odnowieniu ich war­tość wzrasta nawet do sześciu ty­sięcy. Remontujemy je według zdjęć ze starych gazet. Te motory spalają bardzo dużo paliwa, od dwunastu, do piętnastu litrów, dlatego nie opłaca się nimi jechać na zjazd, zawozimy je na lawecie. Prędkość rozwijają do osiemdzie­sięciu kilometrów na godzinę.

    Na tablicach mają wypisane imiona lub pseudonimy: „Bob z Lipian", „Emil z Lipian". Gdy nie ma zjazdów gdzieś w Polsce, tre­nują na Górach Skrzynkowskich w Lipianach.- Motor, kawałek ogniska, kawa­łek mięsa - czy coś więcej potrze­ba do szczęścia?

Emilia Chanczewska

 
strona zaprojektowana i wykonana przez mpowroznik.com - usługi informatyczne